2023 Albania Valbona oczami „radiowca”

Mariusz Polok

Retrospekcja

Opuszczając Albanię w roku 2022 wiedzieliśmy że do doliny Valbony na pewno wrócimy za rok. Natenczas wszyscy byliśmy podekscytowani sukcesem jaki był naszym udziałem. Już w drugim sezonie eksploracji jaskini Shpella e Valbones osiągnęliśmy w niej głębokość – 637 m, tym samym stała się najgłębsza w Albanii. Jej poprzedniczka, poznana przez wyprawy bułgarskie w latach 1994-2003, jaskinia BB-30, utrzymywała ten tytuł przez prawie 20 lat. 

Dodatkową, jakże miłą motywacją były otrzymane przez wyprawę z 2022r laury. Najpierw w listopadzie 2022 nagroda im. Waldka Muchy, potem w marcu 2023 wyróżnienie przyznane przez Kapitułę Kolosów w kategorii “eksploracja jaskiń”. Kiedy już wydawało nam się, że dość tych przyjemności i czas zacząć przygotowania do następnej wyprawy nadchodzi do nas taka oto wiadomość. Międzynarodowa Unia Speleologiczna (UIS) pozytywnie rozpatrzyła wniosek Fundacji Speleologia Polska o wsparcie naszych działań w Albanii przyznając nam pierwszy w historii polskich wypraw speleologicznych grant finansowy! Prawdziwy zaszczyt. Dziękujemy.

Trzecia wyprawa, tak jak i poprzednie, została przez aklamację przekazana w ręce Michała Macioszczyka. EMCE, ze wsparciem zmienników, (szczególnie w czasie, kiedy pracuje za granicą) najpierw świetnie organizuje przygotowania, a potem kieruje samą wyprawą. Tu kilka słów na temat samego procesu przygotowawczego.

Nie jest tajemnicą że komputer i chmura danych nie są moją najsilniejszą stroną. Do tej pory wyprawy, które organizowałem, działały w systemie analogowym, przedkomputerowym, czyli po staremu. Kiedy więc rozpoczynaliśmy w roku 2021 przygotowania do pierwszej, w ramach Projektu Valbona wyprawy, z pewną dozą nieśmiałości patrzyłem jak nowe kierownictwo, wspierane hardwerowo-softwerowo przez Ewelinę, próbuje ogarnąć wszystkie przygotowania tabelą w chmurze. Po pierwszej edycji wciąż miałem wątpliwości: czy mieli farta i im się udało, czy też może to naprawdę działa. Statystyka nie kłamie i teraz wiem już na pewno: to działa. Kolejne wyprawy rodzą się wyjeżdżają i działają po nowemu, oszczędzając czas swoich uczestników. Chyba już nie ma powrotu do starego.

Jest jeszcze jeden aspekt który pozwala mi spokojniej sypiać na wyprawie – to pedantyczna wręcz dbałość o bezpieczeństwo. Wyprawa corocznie bazuje na Grupie Ratownictwa Jaskiniowego, która ma zawsze swoją liczną reprezentację. To bezcenne wsparcie, bo w Albanii – kraju, w którym przyszło nam działać, nie ma górskich służb ratowniczych. Tu nie wybiera się numeru do miejscowego GOPR ani nie korzysta z aplikacji ratunek. Jeśli już mamy na kogoś liczyć – to tylko na siebie, własną organizację i zaplecze z Polski albo z zagranicy.

Teraźniejszość

W roku 2023 do Albanii przybywamy 29 lipca. Już na kolejny dzień mamy zakontraktowany transport na górną bazę. Tradycyjnie wynajmujemy konie i tradycyjnie towarzyszy nam niepokój, czy uda się i tym razem. Albański rynek logistyki wyprawowej to nie umowa z operatorem śmigłowca w Alpach. Tu nic nie jest na pewno, tu nic nie jest nawet w perspektywie mocnego “gdyby”. Coroczne długie ustalenia z koniarzami to prawdziwa szkoła negocjacji, a i tak nie wiadomo co z tego wyjdzie, a raczej – czy dojdzie. Ten rok był dla nas transportowo łaskawy. Zapewne ciężko zdobyte za nasze euro doświadczenie daje coraz bardziej o sobie znać. Ku naszemu zdziwieniu, nim wszyscy zdążyli się obudzić, konie zabrały przygotowany dobytek, a wieczorem ów czekał na bazie górnej w całości! Wkrótce po koniach w górę ruszyła główna siła wyprawowa. Cel – budowa bazy górnej, a potem eksploracja.

Po wyjściu w górę sił głównych, na bazie „u Kola” zostaje nasz skład naukowy. Andrea Pereswiet-Soltan – chiropterolog z ISEZ PAN w Krakowie iraz prof. Bogdan Ridush z Uniwersytetu w Czerniowcach. Andrea, nasz stały bywalec, będzie kontynuował swoje badania porównawcze nad nietoperzami w rejonach górskich Polski, Włoch i Albanii. Natomiast Bogdan to nasz tegoroczny debiutant. Skorzystał z mojego zaproszenia do udziału w wyprawie, za co chciałbym mu tutaj serdecznie podziękować. Ten wyjazd był dla niego rekonesansem i ma dać odpowiedź co do możliwych nowych kierunków badań w Valbonie. A jest czym się zajmować, bo jego pasje to: osady jaskiniowe i kości, a nie są mu obce też tło geomorfologiczne i geologiczne, o czym szybko się przekonaliśmy.

Kiedy szpica wyprawy szykuje się do wyjścia w górę, trójka: Magda, Bogdan i ja ruszamy w teren. Dzień wcześniej podczas wieczornych rozmowów Bogdan poprosił o czerwone osady. Nasz klient – nasz pan! Ruszamy do doliny Ceremit, gdzie mamy jaskinię pełną takich właśnie czerwonych osadów. Pobieramy próby do analizy i datowania, robimy dokumentację fotograficzną. Wszyscy szczęśliwi. 

Celem kolejnego wyjścia w teren (31.07) jest jaskinia Shpella Haxhise. Wychodzimy późno, bo Andrea chce rozłożyć sieci w otworze, a Bogdan, wspierany przez Magdę Słupińską i autora, ma zobaczyć jaskiniowe sedymenty, których w tej jaskini akurat bardzo dużo. Naszym celem jest wymiana i pobranie danych z rejestratorów mikroklimatu, które pracują w tej jaskini. Do otworu wchodzimy w czwórkę, bo na nietoperze jeszcze za wcześnie. Nie zdążyliśmy się rozgościć w jaskini, a ze strony naszych speców od kości słychać i widać podekscytowanie. Andrea wystaje nogami do góry ze szczeliny i walczy o widoczną tam czaszkę, w tym czasie Bogdan zbiera kości, których, o dziwo, tu pełno. Tyle lat tu chodzimy z Magdą i nigdy ich nie było, a jak pojawili się ci co się znają to nagle są?! Po paru godzinach mamy prawie kompletny szkielet i jeszcze dwa dodatkowe, które zostają w miejscu ich odkrycia.

Wychodzimy z jaskini i zaczynamy łowy. Andrea zachwycony używa słów typu „swarming”, a nietoperze jeden po drugim lądują w sieci i tym samym do badań. Bogdan i ja zabieramy jaskiniowe kościste trofea i zaczynamy nocne zejście. Magda i Andrea, gdy zmierzą ostatnie złapane nietoperze, też ruszą za nami. Górna część zejścia jest miejscami eksponowana, wymaga skupienia. Bezproblemowo docieramy do szlaku, łączymy się z „górą” bo spodziewamy się, że już wyszli z trudności, więc i my kontynuujemy zejście. Jeszcze nie wiem, że za chwilę skończy się mój udział w wyprawie. Banalny poślizg na posypanej żwirkiem ścieżce generuje mój niezły piruet i … wiem że mam problem. Dociera do mnie, że dobrze nie jest, i że  nikt mnie stąd nie zabierze do domu. Muszę zejść sam i wiem, że jak się zatrzymam, to tu zostanę. Informuję Bogdana i tych „na górze” o sytuacji i schodzę z narastającymi bulem i opuchlizną.  Dochodzimy do samochodu, nikt już ze mnie nic więcej nie wyciśnie. 

Na górze
Od tego momentu wyprawa staje się dla mnie zdalna.  Wyprawowe radio będzie dla mnie przez kolejne 10 dni oknem na świat dziejącej się 1000 m powyżej wyprawy. Od tego miejsca będzie to więc sprawozdanie z wyprawy, na której mnie nie było.

Póki co ekipa dolna szykuje się do wyjścia na plateau. Start się przesuwa, bo kolejny konny transport będzie za dwa dni (02.08). Dzień bazowy Bogdan wykorzystuje na analizę zniesionego kostnego miszmaszu. Po kilku godzinach mycia i czyszczenia padają magiczne słowa Capra Ibex – koziorożec alpejski. I to ci jest zagadka, Bogdan nic nie wie aby tutaj występował i był opisywany. Szkielet został poskładany i budzi ciekawość, a licznie odwiedzający nas goście mówią, że pokazane im na zdjęciach zwierzę tu nie występuje. 

Kiedy my tu ekscytujemy się Ibexem radio zaczyna meldować: a to, że obóz górny powstał, a to, że depozyty przetrwały, a to, że śniegu w górach dużo więcej niż w roku poprzednim. Radio powiedziało też, że właśnie zakłada się łączność telefoniczna w Shpella e Valbones od otworu do biwaku na – 400. Ruszyły pierwsze zaopatrzeniowe transporty. Zaczęło się dziać. Korzystając z ostatniego dnia pogody przed zbliżającym się podobno jej załamaniem, ostatnia grupa opuszcza dolną bazę i rusza do góry w ślad za końmi, które wyprawiłem wcześnie rano. Zostaję sam. No oczywiście nie licząc tych tabunów turystów: Włochów, Francuzów, Hiszpanów, Niemców, i Albańczyków, którzy codziennie docierają do „Guest House Kol Gjoni”. Z resztą z  tym “zostałem sam” to trochę przesadziłem. Nasi albańscy przyjaciele dbają o mnie, bo jak tylko pojawiam się nogą do przodu – pojawia się kawa po albańsku. To miła tradycja ta kawusia z raki.

W trakcie kolejnej łączności radyjko mi powiedziało że wszyscy doszli na górę i że kolejnego poranka rusza pierwszy biwak eksploracyjny. Ruszamy pełną parą. Meldują mi również, że za dwa dni będę miał gości z bazy, bo ktoś przyjdzie po zapomniane a potrzebne sprzęty oraz chleb, który mam załatwić. Przez dwa dni pozostaję bez łączności, pogoda się załamuje a z nią propagacja. Zgodnie z planem schodzi ekipa po transport. Waldek i Konrad dopiero co wrócili z transportu na biwak i już są na dole. Dzielne chłopaki. Mówią, że to, co na dole było pewnym dyskomfortem pogodowym na górze zniszczyło namiot bazowy, trzeba go było stawiać od nowa. Ale podobno teraz wytrzyma już nawet huragan. Chłopaki wracają na plateau, a do mnie wraca łączność, więc dwa razy dziennie mam informacje z biwaku w jaskini i z bazy.

Shpella e Valbones – wyjście z biwaku



Dobre wieści z biwaku – jaskinia puszcza w miejscu zeszłorocznego przodka i powoli zbliżamy się do granicy – 700 m.  Baza żyje normalnym rytmem, a Bogdan i Andrea robią swoje naukowe co nieco bo pogoda znowu sprzyja.

W sobotę (05.08) mija pierwszy tydzień wyprawy. Dzisiaj ma dojechać Michał. Pojawia się koło południa, odbiera swoje radyjko i znika. Kilka razy będę mu potrzebny, bo jest tu pierwszy raz, a na podejściu jest kilka miejsc, gdzie można zejść na złą drogę. W trakcie kolejnych łączności dowiaduję się, że kruszyzny na tzw. dnie przekroczyły granicę zdrowego rozsądku. Owszem – widać kolejną studnię, ale nijak nie można się do niej dostać. Za krucho. Znalezienie obejścia to będzie praca na najbliższe dni. Kiedy na dnie pojawiły się trudności, w sali biwakowej również dominuje nadmiar problemów. Radio powiedziało, że sala w zeszłym roku została niedoszacowana i dalej się kontynuuje. Pomiary zrobione przez Budynia i Ewelinę wskażą na długość ok 180 m. Z sali odchodzą też studnie. Jest co eksplorować i mierzyć – aż za dużo na te moce przerobowe.



Kolejna łączność po propagacyjnej przerwie i nowe wiadomości. Wszystkie nowe ciągi zostały skartowane, zespoły zaczynają się wycofywać z biwaku. W poszukiwaniu obejścia kruszyzn rusza kolejna ekipa. Czy im się uda? Tak! Udało się! Zjechali na dno studni,  szacują głębokość na -720 m.  W tym czasie na powierzchni trwa poszukiwanie nowego. Magda z Martą, Żołnierzem i Michałem wchodzą do Shpella Akullt pobrać próbki lodu, odczytać dane i zainstalować nowy logger. Zaskakuje ich ogromna ilość śniegu w całej jaskini (w roku 2022 nie było go wcale).



Powoli zaczyna się akcja powrót, jako pierwsza w dół schodzi ekipa naukowa, mają jeszcze sprawy do załatwienia. Moja noga nie nadaje się jeszcze do pracy, ale mamy jedno auto z automatem, więc odbieram schodzących na końcu drogi oszczędzając im sporego kawałka zejścia. Na pewno im to podoba, nawet jeśli nie powiedzieli tego na głos.

W piątek 11.08 baza górna jest zlikwidowana i wszyscy spotykają się na dole. Wieczorem tradycyjna wspólna kolacja w tym roku połączona z urodzinami naszych dwóch wyprawowiczek. Ekspedycja dobiegła końca.

Podsumowanie

Shpella e Valbones ma już -725 m głębokości i 1948 m długości. Najgłębsza jaskinia Albanii jest jeszcze głębsza, a przy okazji została najgłębszą jaskinią Gór Prokletije. Zostawiliśmy wiele otwartych problemów więc chyba tam wrócimy również za rok.

Międzynarodowa środowiskowa wyprawa Albania 2023 trwała od 29.07.2023 do 02.08.2023 i była trzecią w ramach Projektu Valbona Fundacji Speleologia Polska.

W wyprawie uczestniczyło 19 speleologów z 3 krajów (Polski, Ukrainy i Włoch reprezentujących 13 klubów i organizacji.

Byli to: Waldemar Bartosik (Speleoklub Łódzki) Marcin Bugała (Wałbrzyski Klub Górski i Jaskiniowy), Marta Czech (Speleoklub Wrocław), Michał Gabzdyl (STJ Kraków) Tomasz  Gąsiorek (Speleoklub Gawra), Natalia Kubiak (Wałbrzyski Klub Górski i Jaskiniowy)Michał Macioszczyk (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego) Edward Monarshek (Ukraine, Speleoklub „Podilia”, Speleoklub Łódzki) Artem Nazarenko (Ukraine, Speleoklub Łódzki), Tomasz Pacia (Speleoklub Olkusz), Łukasz Pasternak (Speleoklub Łódzki), Andrea Pereswiet-Soltan (Italy, Club Speleologico Proteo), Justyna Pokorska (Wałbrzyski Klub Górski i Jaskiniowy), Łukasz Pokorski (Klub Alpinistyczny GB GOPR), Mariusz Polok (Fundacja Speleologia Polska), Ewelina Raczyńska (Sekcja Grotołazów Wrocław) Bogdan Ridush (Ukraine, Chernivtsi Speleological Club Troglodite, Chernivtsi University), Magdalena Słupińska (Fundacja Speleologia Polska), Konrad Sosulski (Wałbrzyski Klub Górski i Jaskiniowy).

Uczestnicy wyprawy Projekt Valbona 2023
pl_PLPolish