2004, Speleoklub Aven Sosnowiec, Archipelag Svalbard

Rejon: 

Archipelag Svalbard,  Wyspa Spitsbergen,    Przylądek Południy (nor. Sorkapp) masyw Hilmarfjelett

 

Termin:

26 sierpnia do 27 września 2004 r

 

Uczestnicy:

Mariusz Polok, kierownik – Aven Sosnowiec

Paweł Dudek - Aven Sosnowiec

Rafał Kasprzyk - Aven Sosnowiec

Sebastian Kołodziej - Aven Sosnowiec

Andrzej Kozik - Aven Sosnowiec

Grzegorz Kuśpiel - Aven Sosnowiec

Dariusz Piętak - Aven Sosnowiec

Ewa Libera – Speleoklub Dąbrowa Górnicza

Włodzimierz Porębski - Speleoklub Dąbrowa Górnicza

Ryszard Rapacz - Aven Sosnowiec

Aneta Węcławek - Aven Sosnowiec

Zbigniew Wiśniewski - Aven Sosnowiec

Przemysław Włosek - Speleoklub Dąbrowa Górnicza

 

Działalność:   „Wyprawa Polarny Kras 2004″

Mariusz Polok wpis własny

Przygotowania

Pomysł,  o wyprawie jaskiniowej na Północ, kołatał się w mojej głowie od kilku lat, podsycany opowieściami kolegów i przyjaciół, którzy już tam byli (dzięki Ci Hwieju). Wszyscy, z którymi rozmawiałem mówili o tamtych rejonach z tak wielkim zaangażowaniem, no i każdy z nich wracał tam, nawet po kilka razy. Może coś tam jest , co tak pociąga w te polarne rejony ? Warto by to sprawdzić. Ciągle były to jednak tylko luźne przemyślenia. Zimą tego roku  niespodziewanie dla mnie sprawy same ruszyły  szybko z miejsca, zmuszając mnie do przejścia od przemyśleń do działania. Andrzej Kozik wygrał konkurs na kierownika zimowania w sezonie 2004/2005 w Polskiej Stacji Polarnej w Hornsundzie.  W trakcie rozmów klubowych zaproponował nam  pomoc w realizacji części programu naukowego stacji związanego z krasem polarnym. Po dalszych już bardziej szczegółowych rozmowach z Andrzejem, Staszkiem Misztalem i profesorem Marianem Puliną pojawił się cel: masyw Hilmarfjelett w rejonie Sörkapp w południowym Spitsbergenie.

Ja decyzję właściwie podjąłem już wcześniej, więc było mi łatwo. Bez chwili wahania postanowiłem …jadę! Andrzej dał mi do przeczytania  lekturę o rejonie, Hwiej pierwsze mapy, no i zacząłem szukać chętnych na te chłody i wiatry północy. Jacoos potwierdził chęć poprowadzenia działań w terenie, a Darek organizację łączności Miałem więc „komitet organizacyjny”. Pierwsze telefony i maile do osób, które mogły mi pomóc w przygotowaniach uświadomiły mi, że w tym przypadku będzie inaczej. Dotarcie do rejonu  bardzo trudne logistycznie,  będzie wymagało wielu posunięć czysto administracyjnych, w tym najważniejszego,  uzyskania zgody Gubernatora Svalbardu na działalność w Parku Narodowym Sörkapp. Konieczne było także wprowadzenie wyprawy do rocznego programu badań Instytutu Polarnego w Longyerbyen, uzyskanie akceptacji właściciela Polskiej Stacji Polarnej w Hornundzie na pobyt w stacji w drodze do i z rejonu działania. Należało także rozwiązać problem zaopatrzenia wyprawy w broń ostrą, hukową oraz amunicję. Należy bowiem, oprócz zgody formalnej na wyjazd w teren, Gubernator Svalbardu  posiadać broń ostrą (niedźwiedzie są wśród nas), radioboję ratunkową oraz mieć łączność radiową. Broń obiecał nam pożyczyć pan Piotr Głowacki, „właściciel” stacji w Hornsundzie, z jej zapasów (serdeczne dzięki). Z resztą spraw, dzięki dobrym ludziom, jakoś daliśmy radę. Wszystkie formalności udało się załatwić pozytywnie dzięki wsparciu panów profesorów: Mariana Puliny z Uniwersytetu Śląskiego oraz Stein Erika Lauritzena z Uniwersytetu w Bergen. Tak więc, pół roku mojej działalności nie poszło na marne i w czerwcu z kompletem „papierów” zaczęliśmy właściwe przygotowania logistyczne.

Należało rozwiązać problem pokonania odcinka Longyerbyen – Sörkap. Jak zawsze za mały budżet oraz astronomiczne  norweskie ceny wykluczyły helikopter (20.000 zł/godz. lotu) zdecydowałem się, więc na dużo tańszy, ale czasochłonny statek, należący do świadczącego na Spitsbergenie usługi transportowe, Jurka Różańskiego. Ostatecznie więc transportem wyprawy było wszystko po trochu: samochód, prom, samolot, statek, no i nasze nogi. Dość karkołomne rozwiązanie.

 

W drodze do rejonu działania

 

Z Polski ruszyliśmy 25 sierpnia. Termin dobrałem tak, aby po dotarciu na miejsce ablacja lodowców była już praktycznie zakończona,a co za tym idzie, ilość wody w źródle Trollosen i w rzekach lodowcowych była minimalna i nie ograniczała ich penetrowania.  Samochodami dojechaliśmy do Tromsö, po drodze oglądając jakże inną niż reszta Europy, Laponię wraz z jej najsławniejszym mieszkańcem Świętym Mikołajem, który niestety był na urlopie do 17 listopada . Mówi się trudno. W Tromsö porzucamy samochody w polskim klasztorze Karmelitanek  i do samolotu. Tu pierwsza przykra niespodzianka: kapitan odmawia zabrania naszego rezerwowego agregatu. Długie negocjacje nie pomagają, agregat zostaje więc w depozycie a my mamy już tylko jeden. Teraz kolejne 1000 km na północ i lądujemy o 1.30 w Longyerbyen, stolicy Svalbardu. Jest jasno, a słonko właśnie zaszło, by po pół godzinie wzejść, chyba nie będzie nocy. Rozbijamy się na campingu i powoli dociera do nas świadomość, że nareszcie jesteśmy na miejscu. Są wielkie lodowce, jest zimno i w nocy jasno, no ale tak przecież miało być, więc chyba jest normalnie i zgodnie z przewidywaniami. Oby tak dalej. Następnego dnia wizyta w siedzibie Gubernatora, gdzie wpuścili nas w skarpetkach (ciekawy to zwyczaj przyjmowania gości), załatwiam niezbędne formalności oraz odbieram zieloną karteczkę, bez której pobyt poza stolicą nie jest możliwy i stanowi ona jedyny dokument w przypadku kontroli policji . Pozostały jeszcze drobne, ale ważne zakupy -płoty antyniedźwiedziowe. Szukamy ich wszędzie, ale niestety sezon turystyczny podobno  się skończył i płoty będą, ale w przyszłym roku. No cóż misiom będzie łatwiej a my  będziemy pewnie trzymać warty całodobowe, jest nas dużo.

Wieczorem o czasie i w terminie przypływa Eltanin, dzielimy się na dwa zespoły i zaczynamy transport wyprawy do Hornsundu zajmuje nam aż 72h , z tego co widzę większość ekipy to nie wilki morskie, a to przecież dopiero początek przyszłych morskich opowieści. W Hornsundzie znowu jesteśmy razem a nawet więcej, okazało się, że dołączy do nas Andrzej Kozik, któremu udało się załatwić parę dni zwolnienia z kierowniczych obowiązków. Po ośmiu godzinach od zejścia na ląd znowu płyniemy. Tym razem w jednej grupie: 4 rano kierunek Stormbukta plaża pod Hilmarfjellet, do celu zostało 35 mil. W miarę zbliżania się do brzegu z morzem zaczyna się dziać coś niedobrego, fale rosną do wielkości skałek w Podlesicach,  wiatr szaleje a prędkość „jazdy” spada prawie do zera. Po  8 godzinach sztormowania nasza pozycja prawie się nie zmienia, stoimy w miejscu, choć silnik pracuje na pełnej mocy. Jest moja wachta. Nagle przewalające się przez pokład fale  zaczynają nam zrzucać ładunek. Próbuję ratować dobytek, fale przelewają się nade mną, jestem kompletnie mokry. Po paru minutach  zmieniają mnie ubrani w hanseny Andrzej Sebo i Coscy, wzmacniamy mocowanie ładunku i po krótkiej naradzie z kapitanem zapada decyzja odwrotu. W tych warunkach nie ma szans na lądowanie małą łodzią na brzegu, wracamy do Hornsundu, A tu jak u Pana Boga za piecem, cisza i spokój. Po 12 godzinach przerwy podejmujemy drugą próbę. Pogoda sprzyja, jest lepiej niż dzień wcześniej, płyniemy nawet szybciej niż wczoraj. Zbliżamy się prędko do Stormbukty,  ale  sytuacja równie szybko wraca do wczorajszej normy, nasza determinacja jest większa, więc będziemy walczyć. Nie poddawaliśmy się 4 godziny dłużej, ale „dojechaliśmy” tylko 0,5 mili dalej. Dotarło do mnie, że ta wersja dotarcia do Hilmarfjellet jest niewykonalna. Niestety, dopiero później wszyscy w stacji sobie przypomną, że nikt nigdy nie dopłynął do Stormbukty łodzią, a nasz kapitan też nigdy tam nie był, choć zna całą wyspę. Okazało się, że nazwa dokładnie oddaje charakter miejsca. Przechodzimy do planu rezerwowego. Płyniemy do zatoki Göshamna w rejon husu Konstantinowka, gdzie lądujemy w nocy na brzegu, a rano następnego dnia zakładamy bazę główną. Moja rola się kończy, dojechaliśmy w 10 dni,  teraz kolej na Jacoosia.

Wieczorem narada bojowa w kierowniczym gronie Jacooś Andrzej i ja ustalamy taktykę na najbliższe dni wersje z dotarciem do Hilmarfjelett w dwóch grupach na zmianę, oraz działanie w oparciu o hus Palfyeoden padają z powodu braku czasu który zużyliśmy na walki w Storbukcie. Decydujemy się na wymarsz jedną grupą która będzie działała w Hilmarfjelett jak długo się da. Andrzej poddaje pod osąd grupy pomysł dojścia do Hilmarfjelett nową drogą przez Russepasset . Pomysł jest dla nas atrakcyjny ponieważ będzie to pierwsze przejście tą drogą (wszystkie nam znane odwiedziny Hilmarfjelett odbywały się okrężną drogą wzdłuż wybrzeża) Tak więc mamy plan i ruszamy go zrealizować.

6 września rano grupa rekonesansowa w składzie A.Kozik , Gregor, Ewa i ja wyrusza w stronę lodowca Gös w celu odnalezienia mitycznej przełęczy Russepasset wrót drogi do Hilmarfjelett. Uzbrojeni w 3 GPS posuwamy się powoli w górę gigantycznymi żwirowniami moren lodowca Gös. Po drodze ponownie „odkrywany” znalezioną przez Andrzeja w 1976 r Jaskinię Kryształową (nie mylić z tą zlokalizowaną w lodowcu Hansa) oraz dwie studnie lodowe(obiekty wieloletnie) w okolicy połączenia z lodowczykiem Silesiafielett. Wczesnym popołudniem mimo załamania pogody udaje się nam znaleźć przełęcz. Zadowoleni rozpoczynamy odwrót i tu niespodzianka Andrzej decyduje się zabiwakować do następnego dnia, ponieważ boi się o stan swojej chorej nogi . Szanuję jego decyzję jest przecież z nas wszystkich najbardziej doświadczonym polarnikiem. Zostawiamy mu nasze ciepłe ubrania jedyną posiadaną przez naszą grupę broń i rozpoczynamy odwrót. Do bazy wracamy późnym wieczorem. Jacóóś się trochę wnerwia na zaistniałą sytuację, ale już po chwili mamy spakowaną ekipę wspierającą w osobach Seby, Rysia i Cosky’ego  którzy ruszyli Andrzejowi ze wsparciem no może nie do końca bo zostawili jego śpiwór. Pozostała część ekipy spędziła dzień lokalizując drogi dojścia na plateau Tsyebyshewa i ewentualną drogę powrotu ekipy od husa Palfyeoden. Następnego dnia dzielimy się na dwie grupy tę „lepszą” która w składzie Jacooś, Aneta, Rafex, Stanley, Przemek, Sebo, Rysiu, Cosky, i Andrzej która ruszy do Hilmarfjellett oraz  grupę wspierającą w osobach Ewy, Darka, Grzegorza i mnie która zostanie na bazie i będzie działać w masywie Tsyebyschev. „Lepsi” w osobie Przemka są z powrotem po 20 minutach bo zapomnieli śpiwora Andrzeja (fatum czy co). To co działo się w drodze do i w Hilmarfjelett opisał mi Stanley  oto jego słowa:

 

W tym czasie my w momentach lepszej pogody ruszaliśmy w ściany wapiennego masywu Tsjebysjov wokół lodowca Nordfall. Mimo godzin spędzonych na przeszukiwaniu ścian efekt był wyjątkowo mizerny zaledwie dwa otwory a za nimi maksymalnie 10 m nowego. Miejsca które „u nas” były by 100% otworami tam okazywały się być niczym. Może za krótki czas od odejścia lodowców, a może wieczna zmarzlina nie pozwala na rozwijanie się jaskiń w głąb. Ten problem zostawiliśmy Andrzejowi wraz z pobranymi próbkami niech się chłopak męczy.

 

Tab. 1 Jaskinie i studnie lodowe  odkryte lub zlokalizowane przez wyprawę

POLARNY KRAS 2004

 

 

Lp obiekt lokalizacja współrzędne wysokość wielkość uwagi
1 Studnia lodowcowa I Lodowiec Gösbreen 76 54’ 40,5’’ N150 58’ 55,1’’ E 252  m n.p.m. nieznana Obiekt wieloletni do eksploracji
2 Studnia lodowcowa II Lodowiec Gösbreen 76 54’ 40,5’’ N150 58’ 55,1’’ E 252 m n.p.m. nieznana Obiekt wieloletni do eksploracji
3 Jaskinia Kryształowa Połączenie lodowców Gösbreen i Silesiafjelett 760 54’ 37,8’’ N150 59’ 32,4’’ E 309 m n.p.m. Długość ok 50 m Obiekt znany
4 Jaskinia w Tsjebysjov S ściana  Tsjebysjov 760 55’ 38,3’’ N150 59’ 32,4’’ E 409 m n.p.m. Długość 4 m Aktywny ciek wodny
5 Jaskinia w Tsjebysjov II S ściana  Tsjebysjov 760 55’38,5’’ N150 58’ 24,6’’ E 485 m n.p.m. Długość 10 m liczne kości zwierząt
6 Studnia lodowcowa III Flakdalen 760 52’ 52,6’’ N160 00’ 07,5’’ E 312 m npm nieznana Obiekt wieloletni do eksploracji
7 Studnia lodowcowa IV Flakdalen 760 52’ 52,6’’ N160 00’ 07,5’’ E 312 m npm nieznana Obiekt wieloletni do eksploracji
8 Studnia lodowcowa V Lodowiec Bungebreen 760 49’ 46,0‘’ N160 05’ 20,6’’ E 270 m npm nieznana Obiekt wieloletni do eksploracji
9 Studnia lodowcowa VI Lodowiec Vitkowski 760 45’ 00,5’’ N160 15’ 38,2’’ E 181 m npm nieznana Obiekt wieloletni do eksploracji
10 Jaskinia Hilmarfjelett I NW ściana Hilmarfjelett 760 44’ 20,5’’ N160 13’ 49,5’’ E 120 m npm Ok. 40 m Boczna krawędźlodowca
11 Jaskinia Hilmarfjelett II NW ściana Hilmarfjelett 760 44’ 23,5’’ N160 13’ 51,7’’ E 122 m npm Ok 40 m j.w.
12 Jaskinia Hilmarfjelett III S stoki Hilmarfjelett 760 43’ 07,1’’ N160 14’ 37,9’’ E 62 m npm
13 Jaskinia Hilmarfjelett IV S stoki Hilmarfjelett 760 43’ 32,7’’ N160 12’ 14,4’’ E 53 m npm
14 Jaskinia w Ariedalen I S podstawa moreny czołowej Ariebreen Długość ok. 30 m Do eksploracji
15 Ponor w Ariedalen N podstawa moreny czołowej Ariebreen Do eksploracji
16 Jaskinia Zegarkowa S ściana Gnall 15 m Eksploracja zakończona

 

 

W nocy 10 września pogoda gwałtownie się załamuje nasz hus jakoś się trzyma choć to co się z nim dzieje nie pozwala mi zmrużyć oka. Wiatr całą noc narasta rano to już huragan. Grupa w Hilmarfjelet musi walczyć strasznie. Trochę się obawiam jak im idzie czy znależli jakieś schronienie przed wiatrem bo namioty to żadna ochrona. Niestety nie mamy łączności bo anteny zostały połamane przez wiatr. Folię którą założyliśmy na husa musieliśmy sami odciąć bo zaczęło podnosić nasz domek razem z nami w środku.Namioty obok husa „złożyły” się same Takiego wiatru w swoim życiu nie przeżyłem no ale kiedyś musi być ten pierwszy raz.Po powrocie w całości grupy z Hilmarfjelett rozpoczynamy przygotowania do odwrotu bo stan naszego zaplecza biwakowego oraz ludzi nie pozwala na jeszcze jeden atak. Ponieważ udało się zorganizować łączność wołamy Różańskiego i robimy transporty do stacji W Hornsundzie. Tam po dotarciu całej grupy rozpoczyna się wielkie sprzątanie, suszenie i pakowanie beczek które zostaną zabrane statkiem Horyzont do Gdyni. 16 września odpływa Eltaninem pierwsza grupa. Udało się ją skompletować po wielu godzinach jałowych dyskusji bo wszyscy wiedzą lepiej jak powinienem kierować tą wyprawą i kogo wysłać w pierszej grupie dla mnie paranoja no ale jakoś minęło i popłyneli. Mamy dwie doby w stacji (gospodarze popłyneli do Longyerbyen Horyzontem) w tym czasie robimy wyjście do doliny Ariedalen rozeznać podziemny przepływ wody z lodowca Ariebreen niestety górny otwór jest już zalodzony a dolnym można się dostać ok. 30 m w głąb moreny lodowca więc znowu nic z wielkich jaskiń. Nasz czas w stacji szybko się kończy i wieczorem 18 wsiadamy do naszej łupiny i rozpoczynamy swoje 24 godziny walki z falami i żołądkiem. Na dokładkę psuje się silnik i zaczyna być mało przyjemnie ale dzięki zapasom pomp Jurka i Grzegorzowi który je obsługiwał z wielogodzinnym opóźnieniem związanym z wizytą w Barentsburgu (kolejna naprawa) docieramy na „nasz” kamping gdzie z powrotem jesteśmy znowu wyprawą w jednym kawałku, bo mimo ogromnych obaw osób z pierwszej grupy misie w Longyerbyen nikogo nie zjadły. Teraz to już czuć koniec wyprawy. Robimy ostatnie zakupy potem samolot i Tromso. Tu odbieramy nasze samochody i po czterech dniach „dziwnych” dyskusji i kilku smierciach głodowych niektórych uczestników, cudem docieramy do domków o jeden dzień wcześniej niż było w planie choć tylko ja w to wierzyłem . I tak dobiegła końca wyprawa Polarny Kras 2004 którą sobie wymyśliłem zrobiłem i dobrze mi tak.

 

Mariusz Polok